Już nie ukrywają się w domu, łatwiej im nawiązać kontakt z innymi, sąsiedzi patrzą na nich z szacunkiem, a to wszystko dzięki pracy w Zakładzie Aktywności Zawodowej.

 

Odwiedzamy pracownię obróbki drewna. Przy zakładzie zbudowano blaszany hangar, w którym można składować to, co zrobią pracownicy.

 

Miejsca w nim jest wiele, ponieważ wszystko, co wytworzą jest na bieżąco sprzedawane. Krzątają się tutaj wyłącznie panowie. Wszyscy są mieszkańcami powiatu chełmińskiego. W sumie - jedenaście osób.

Dzięki pracy nie czują się wyobcowani

Niepełnosprawny Artur Rezmer z Niemczyka nigdzie wcześniej nie pracował. Podobnie, jak jego kolega z pracowni - Dawid Jóźwik z Klęczkowa.

- Dla mnie praca w zakładzie to możliwość zdobycia pierwszych szlifów zawodowych - mówi Dawid Jóźwik. - Wcześniej nie miałem żadnego doświadczenia w pracy, przez co czułem się gorszy od innych. Bardzo lubię swoje zajęcie tutaj. Robimy ławki, palety, deski, a efekty naszego trudu podobają się klientom, bo u nas zamawiają i kupują.

- A ja, zanim nie zacząłem tu przyjeżdżać, nie miałem odwagi nawet na to, aby wyjść do ludzi i z nimi porozmawiać - przyznaje Artur Rezmer. - W Drzonowie pracuję od początku, od razu załapałem się w stolarni. Najważniejsze jest dla mnie to, że wyrwałem się z czterech ścian, że nie muszę całymi dniami siedzieć w domu. Ta praca ma tylko pozytywne strony. Jestem otwarty na innych. Poza tym, bardzo dobrze się tu pracuje.

Ryszard Mróz, instruktor w pracowni obróbki drewna, chwali zaangażowanie niepełnosprawnych w zlecaną im pracę.

- Podczas pikniku z rodzicami naszych pracowników opowiadali nam o tym, jaką karą są dla ich dorosłych dzieci weekendy - podkreśla Ryszard Mróz. - Zdziwiłem się, nie rozumiałem dlaczego, skoro to czas dla nich - na odpoczynek, relaks. Ale ich opiekunowie wyjaśnili, że oni nie mogą wysiedzieć w domu, nudzi im się. Nie chcieli nawet wybrać należnego im urlopu, więc w ubiegłym roku zrobiliśmy sobie wakacje w tym samym terminie.

Robią huśtawki, stoły, piaskownice

Drzonowskiemu ZAZ-owi stuknęło już 16 miesięcy. Jerzy Cabaj, wójt gminy Lisewo podkreśla, że w całej swojej pracy najbardziej dumny jest z powstania Zakładu. I nie tylko dlatego, że z bólem serca kilka lat wcześniej zamykał Szkołę Podstawową w Drzonowie, w której sam przepracował wiele lat, a w której obecnie zakład się mieści. Ale dlatego, że tu niepełnosprawni, często spychani na margines życia społecznego, mają szansę na rozwój zawodowy.

- Obecnie pracuje tutaj 42 niepełnosprawnych i 12 osób obsługi - mówi wójt. To o cztery osoby więcej niż zaczynało. Na każdego zatrudnionego musimy otrzymać zgodę marszałka. ZAZ podlega pod Urząd Gminy, na tej samej zasadzie co na przykład szkoły. W takim krótkim czasie zaczął przynosić dochody. Oprócz pracowni rękodzielnictwa, działają w ramach ZAZ-u pracownie produkcji kartonu oraz obróbki drewna. Każda sprzedaje swoje wyroby. Jestem dumny z tego, co udało się tu stworzyć. Praca w zakładzie jest dla wielu z tych osób początkiem nowego życia.

Na brak zleceń w pracowni obróbki drewna nie narzekają.

- Gdyby teraz ktoś nam coś zlecił, musiałby poczekać miesiąc, tyle mamy zamówień - mówi Ryszard Mróz. - Robimy ławki, stoły, ławy ogrodowe, doniczki, kwietniki, piaskownice, huśtawki i jesteśmy konkurencyjni. Nie robimy bubli, wolę zamawiać nieco droższy, ale dobry materiał. A cenę możemy zbić dlatego, ponieważ nie płacimy podatków. Poza tym, nie musimy wyrabiać wielkiego zysku.

Mimo popytu na ich wyroby, nie chcą być anonimowi. Jeżdżą więc na wystawy, kiermasze, aby je reprezentować.

- Chcemy też zrobić atrakcyjną stronę internetową z naszymi produktami - zapowiada instruktor Mróz. - W tym roku kilka razy pojedziemy na dożynki i na "Dni pola" w Grubnie.

 

Artykuł pochodzi z Gazety Pomorskiej.
Data wydania:  3 kwietnia 2010 r.
Autor oryginału: pani Monika Smól